|

Mieli przed sobą głęboką, mroczną dolinę. Na jej przeciwległym brzegu las znowu stał się gęsty, szarobłękitny w posępnym wieczornym zmierzchu i ciągnął się aż po widnokrąg na południe. Po prawej stronie, na zachodzie, majaczyły odległe góry Gondoru rozjarzone odblaskiem łuny, zalewającej niebo. Z lewej strony panowała już noc i piętrzyła się czarna ściana Mordoru. Z ciemności wyłaniała się długa dolina i opadała stromo rozszerzającym się stopniowo korytem ku Anduinie. Dnem jej płynął bystry potok. Frodo słyszał jego kamienny głos, wyraźny w wieczornej ciszy.
Wzdłuż potoku, na drugim jego brzegu wiła się krętą, bladą wstążką droga ginąc w zimnej szarej mgle, której nie przenikały promienie zachodzącego słońca.
Zdawała się bezludna, opuszczona, a zbiegała w dół ku pustce ruin ukrytych we mgle. Lecz coś złego czaiło się nad nią w powietrzu, jakby rzeczywiście snuły się tam jakieś niedostrzegalne dla oczu istoty. Froda dreszcz przebiegł, gdy spojrzał znowu na ledwie już widoczne w ciemności odległe wieże, a plusk wody wydał mu się zimny i okrutny; był to przecież głos Morgulduiny, zatrutego potoku spływającego z Doliny Upiorów.
Na wschodzie ciemnoczerwona łuna świeciła pod niskim pułapem chmur; nie była to zorza poranna. Oddzielone od nich szeroką, stromą doliną piętrzyły się góry Efel Duath, czarne i bezkształtne u podnóży, osłoniętych nieprzemijającą nocą, ostre, poszarpane i zjeżone groźnie u szczytów, widocznych na tle krwawego blasku. Dalej na prawo czerniało pośród mroku ogromne ramię górskie, wysunięte ku wschodowi.
Długa, stromo wznosząca się dolina wspinała się głębokim ciemnym wąwozem w góry. U jej dalekiego końca, między jej dwoma ramionami, wysoko na czarnym skalistym cokole pod szczytami Gór Cienia wznosiły się mury i wieża Minas Morgul. Niebo i ziemia dokoła tonęły w ciemności, lecz z wieży biło światło.
Olbrzymie, czarne, bezkształtne bryły i głębokie, szare cienie wznosiły się nad nimi i wokół nich, lecz od czasu do czasu mętne, czerwonawe światło migotało pod niskimi chmurami i w jego przebłyskach hobbici dostrzegli przed sobą i po obu bokach wyniosłe szczyty niby filary podpierające rozległy, zaklęsły strop. Znaleźli się na wysokości kilkuset stóp, na szerokiej platformie. Od lewej strony piętrzyło się nad nią urwisko, od prawej ziała przepaść.
Wschodnie ściany Efel Duathu opadały niemal prostopadle nagimi skałami, wśród urwisk i przepaści, ku czarnemu wąwozowi, który je oddzielał od następnego łańcucha górskiego. Za skrzyżowaniem dróg i krótką stromizną natknęli się na mostek przerzucony nad otchłanią i skrótem prowadzący ku groźnym grzbietom i dolinom Morgai.
|

 |







|
   
 |
 |
|
|