Moria
Za groźną przestrzenią jeziora potężne skalne ściany, surowe i szare w gasnącym świetle dnia, wznosiły się jak mur nieprzebyty. W ponurej, litej skale Frodo próżno wypatrywał bramy, pęknięcia czy szczeliny.
Pieńki i suche gałęzie butwiały w kałużach; wyglądało to na szczątki zarośli czy może żywopłotu, niegdyś osłaniającego drogę, która przecinała dolinę, dziś zatopioną w jeziorze. Lecz tuż pod skalną ścianą stały żywe jeszcze i krzepkie dwa drzewa...
przerywniczek
Korytarz po licznych skrętach zaczął opadać ku dołowi. Długi czas zstępowali coraz niżej, nim wreszcie znów znaleźli się na płaskiej drodze. Było teraz gorąco i duszno, lecz powietrze pozostało dość czyste, a od czasu do czasu świeży powiew muskał im twarze, ciągnąc pewnie od wybitych w ścianach otworów, których jednak tylko się domyślali w mroku. Musiało ich być dużo. W bladych promieniach czarodziejskiej różdżki Frodo dostrzegał niekiedy zarys schodów, sklepień, bocznych korytarzy i tuneli, wznoszących się ku górze lub stromo spadających w dół, albo ziejących czarną pustką. Ta gmatwanina oszałamiała i wydawało się, że nie sposób się w niej rozeznać.
przerywniczek
Na domiar trudności wyboru wśród licznych krzyżujących się korytarzy, tu i ówdzie ziały jamy i szyby, tuż obok ścieżki rozwierały się czarne studnie, w których kroki wędrowców dudniły głuchym echem. W ścianach i w podłodze były szczeliny i zapadliska, co chwila pod stopami maszerujących otwierały się przepaście. Najgroźniejsza mierzyła z górą siedem stóp szerokości i Pippin długą chwilę musiał zbierać odwagę, nim przeskoczył nad straszliwą otchłanią. Gdzieś z dołu dobiegał szum i plusk wody, jak gdyby olbrzymie młyńskie koło obracało się w głębi podziemi.
przerywniczek

 
Karahras Kheled-zaram Isengard
 
nawigacja
zdjecie 1
zdjecie 1
zdjecie 2
zdjecie 3
zdjecie 4
zdjecie 5
zdjecie 6
zdjecie 7
zdjecie 8zdjecie 8zdjecie 10 zdjecie 11